O tym jak logopeda bawi się z dziećmi


O tym, że uwielbiam swoją pracę wspominałam Wam już niejednokrotnie. Każde spotkanie z dzieckiem sprawia mi ogromną radość i przynosi satysfakcję, z tego kim jestem przypominając jednocześnie jak wiele pracy kosztowało mnie, by znaleźć się w tym właśnie miejscu.

Dziś z dumą mogę powiedzieć: Tak, jestem logopedą.

Mam wielu znajomych (starszych i młodszych), którzy nie do końca wiedzą czym zajmuje się logopeda. Tak, tak to Ci co uczą mówić [r], robią śmieszne miny przed lustrem i bawią się w najlepsze, bo co to za praca z kredkami, obrazkami albo jakąś grą w rękach. Zawsze uśmiecham się pod nosem, gdy słyszę jaką to ja mam fajną robotę, bo wiem, że jest fajna – ba! jest najlepsza jaką mogłabym sobie wymarzyć.

A teraz serio 🙂 pięć lat specjalistycznych studiów, godziny praktyk i wolontariatów, kursy, szkolenia i warsztaty, niezliczona ilość pomocy, materiałów, artykułów i książek, a to dopiero początek logopedycznej góry lodowej. Myślę, że logopedą mógłby zostać właściwie każdy (skończyć studia, odbębnić praktyki, obronić dyplom, znaleźć pracę i tak dalej), ale BYĆ LOGOPEDĄ to już zadanie specjalne. Zdecydowanie nie jest to praca dla każdego i nie każdy będzie potrafił się w tym zawodzie odnaleźć.

Nigdy nie twierdziłam i nigdy twierdzić nie będę, że jestem wybitnym specjalistą, najlepszym w swojej dziedzinie i że wiem absolutnie wszystko. Logopedia nauczyła mnie przede wszystkim pokory. Pokory wobec dziecka, wobec rodzica, wobec własnej wiedzy i możliwości, pokory wobec tego czego nie wiem i czego nie potrafię. Nie muszę być „od wszystkiego” dlatego zdarza mi się odesłać rodzica do innego specjalisty, polecić inną metodę pracy, pomóc w znalezieniu właściwej osoby, która lepiej i bardziej fachowo niż ja zajmie się małym pacjentem. Nie muszę wiedzieć wszystkiego, ale mogę i chcę ciągle się uczyć, rozwijać swój warsztat i szukać sposobów na konkretne dziecko, bo to ono jest przecież najważniejsze.

Czasem bywa też tak, że dziecko nie chce ze mną współpracować. Nie daje się w żaden sposób podejść i przekonać do wykonania ćwiczenia, nie słucha poleceń, nie patrzy na pokazywany materiał, nie interesuje się zabawką, grą, książeczką, nawet kusząca propozycja zajęć na dywanie nie przynosi zamierzonego rezultatu. Zdarza się, że dziecko czasem krzyczy, czasem płacze, czasem kopie, gryzie, pluje, ucieka i … ma do tego prawo. Ma prawo mieć gorszy dzień – tak samo jak ja.  Powodów takiego zachowania może być wiele i uwierzcie nie zawsze jest to upór, manipulacja czy złośliwość. Co wówczas robię? Uruchamiam w sobie niezliczone pokłady spokoju i cierpliwości, aż sama sobie się dziwię jak wielkie potrafią one być, uśmiecham się serdecznie i próbuje jeszcze raz, a później jeszcze raz i jeszcze raz, aż do skutku. Raz sukcesem bywa to, że dziecko przestaje płakać, innym razem to, że spojrzy w moją stronę, a kolejnym, że wykona zadanie i chociaż trwa to czasami bardzo bardzo bardzo długo warto być cierpliwym.

Zapytacie czy bawię się w pracy? Tak! Robię wszystko żeby każde zajęcia, każde ćwiczenie, każde zadanie było jak najlepszą zabawą dla dziecka. Żeby nie odczuwało presji i przymusu, bo Pani albo mama każe coś zrobić. Zależy mi na tym, by dziecko samo odnalazło w sobie chęci i motywację, bo tylko w ten sposób będzie w stanie czegoś się nauczyć i czerpać szczerą radość z osiąganych sukcesów. Czasem jestem księżniczką, czasem smokiem, czasem czarownicą, czasem koparką albo panem budowniczym, czasem kotkiem, czasem pieskiem, czasem Indianinem, ale zawsze pozostaje w tym wszystkim sobą, bo to indywidualne cechy każdego z nas sprawiają, że udaje się złapać wspólny kontakt i na jego postawie budować relację.

Owszem, na moich zajęciach pojawiają się gry, puzzle, zabawki, kolorowe obrazki i książeczki. Na zajęciach wycinamy, kolorujemy, nawlekamy, przyklejamy, układamy i robimy setki innych czynności. Wszystko po co, by oderwać się od stolika, oderwać od łatki „idziesz do logopedy więc trzeba się uczyć” bo dziecko najefektywniej rozwija się przez zabawę i aktywność, kiedy nie do końca zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji i z tego, że się uczy. Ono ma się bawić! Druga strona medalu jest taka, że za całą tą zabawą kryje się mimo wszystko ciężka praca, kryją się wyrazy do powtórzenia, wzory do ułożenia, obrazki do nazwania, czynności do wykonania, kategorie do zbudowania i mogłabym tak wymieniać w nieskończoność.

Praca z dziećmi jest cudowna, ale jest też wymagająca. Bardzo wymagająca. Logopeda musi być trochę psychologiem, trochę nauczycielem, trochę rysownikiem, trochę czarodziejem i studnią niekończących się pomysłów. Dzieci są szczere do bólu bez względu na konsekwencje, a jeśli coś im się nie podoba szybko się nudzą, a w logopedii nie ma miejsca na nudę. Musi się dziać! Nieustannie!




Przeczytane? Fantastycznie! Dziękuję za poświęcony czas 🙂
Zapraszam Cię także na mojego FB: www.fb.com/LoogoMOWA
oraz Instagram: www.instagram.com/loogomowa
DO ZOBACZENIA <3

7 thoughts on “O tym jak logopeda bawi się z dziećmi”

  1. A no właśnie ostatnio mówiłam i też pisałam.na swoim blogu że logopedia zbiera po trochu z kazdej dziedziny aby ładnie wszystko globalizowac w postaci mowy po czym spotkałam na swojej drodze „logopedę” który stwierdził że on jest logopeda a nie nauczycielem i nie psychologiem a ja się pytam jak logopeda może nie być nauczycielem 😀Tu pięknie wszystko opisane 😀Brawo 100 procent racji 😀

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Shopping Cart
Scroll to Top