Tydzień z życia logopedy

Niedziela wieczór, siedzę w fotelu z kubkiem gorącego kakao. Lubię ten czas. Czas dla mnie. Niedziele są leniwe i spokojne, już teraz takie właśnie są i bardzo staram się, by takie już pozostały. Budzik nastawiam na 6.15 – przede mną pracowity tydzień.


Praca logopedy właściwie nigdy się nie kończy. Mając własną firmę, prowadząc bloga, Instagrama, konto na FB i czynnie pracując w zawodzie w bardzo różnych miejscach jest się w pracy niemal całą dobę, niekoniecznie fizycznie, ale na pewno mentalnie. Każdy tydzień pod względem organizacyjnym wygląda bardzo podobnie. Pracuję najczęściej od poniedziałku do soboty, zwykle od ósmej rano do osiemnastej wieczorem.
Tydzień zaczynam w przedszkolu, zajęcia z dzieciakami odbywają się do południa i są to zawsze 30-minutowe spotkania indywidualne z każdym z dzieci (tak, wiem to duży komfort móc pracować z każdym dzieckiem sam na sam, ale taki standard pracy ma też swoje „ciemne” strony). Pracuję w ten sposób pięć dni w tygodniu w dwóch różnych placówkach, w zależności od frekwencji dzieci wracam do domu w okolicach południa i na dobrą sprawę bardzo rzadko wiem ile dzieci pojawi się w danym dniu w przedszkolu i o której skończę zajęcia.

Po powrocie do domu mam chwilę na swoje sprawy (obowiązki domowe, obiad, szybkie zakupy itp.) Czasu wbrew pozorom nie jest aż tak wiele, zważywszy na to iż kolejne zajęcia – tym razem w ramach gabinetu mobilnego zaczynam zaraz po południu więc muszę doliczyć do czasu pracy także kilka/kilkanaście minut na dojazd do domu moich podopiecznych. Są dni, gdy prowadzę tylko zajęcia indywidualne i część dnia spędzam po prostu w samochodzie. Są też dni, które poświęcam na popołudniowe spotkania ze studentami – bardzo lubię dzielić się swoją pasją z innymi, a na uczelni spotykam ludzi, którzy z wielkim zaangażowaniem doskonalą swój dotychczasowy warsztat, wspólnie możemy więc wymienić się doświadczeniami, porozmawiać, uczyć się od siebie, a ja z przyjemnością opowiadam Im o zaletach i wadach pracy logopedy mając cichą nadzieję, iż zarażę ich miłością do tego zawodu chociaż w niewielkim stopniu tak szczerą jak moja.

Bywają tygodnie, które wyciskam do ostatniej sekundy, żadne zajęcia nie przepadają, nikt nie odwołuje spotkania, w przedszkolach dzieciaki pięknie chodzą, a ja nie wiem w co ręce włożyć, bo pracy jest mnóstwo. Bywają też takie, gdy przez zorganizowaną wycieczkę, teatrzyk, chorobę czy pilny wyjazd mam przymusowe wolne. Tego nigdy nie jestem w stanie przewidzieć, a o odwołanych zajęciach często dowiaduję się tego samego dnia, w którym mają się one odbyć. Bardzo dbam o to, by Rodzice informowali mnie każdorazowo o nieobecności dziecka na zajęciach możliwie z jak największym wyprzedzeniem, jestem w tym temacie bezwzględna i bardzo konsekwentna, ponieważ szanuję swój czas i tego samego wymagam od innych. Nie raz zdarzyło mi się bowiem zapukać do drzwi o umówionej porze nie zastając nikogo w domu dlatego z Rodzicami podpisuję umowę/regulamin zajęć, gdzie jasno i klarownie opisane są warunki naszej współpracy.
W przerwach pomiędzy zajęciami (tych dłuższych niż 30 minut na obiad albo dojazd oczywiście) sprawdzam służbową pocztę, odpisuję na wiadomości, uzupełniam dokumentacje, mam też chwilę aby odebrać telefon i porozmawiać z rodzicami przedszkolaków, których rzadko widuję w ciągu tygodnia albo napisać post na bloga. To, że spędzam w ciągu dnia 2/3 godziny w domu (teoretycznie mając czas wolny) nie oznacza, że nie pracuję, bo przy własnej firmie i życiu, które nieustannie się toczy zawsze jest „coś” do zrobienia.

Po powrocie do domu moja praca wcale się nie kończy. Muszę przecież przepakować magiczne pudełko na kolejny dzień, uzupełnić braki i przygotować teczki z materiałami dla dzieciaków. Nie spędzam na tym wiele czasu w ciągu dnia, ponieważ staram się planować i szykować materiały na zajęcia z niewielkim wyprzedzeniem. Przygotowuję materiał bazowy, na którym będę pracowała w danym tygodniu (czasem jest to motyw przewodni, czasem konkretny temat, czasem gra planszowa bądź rysunek), a do niego indywidualne już ćwiczenia i zadania dla każdego dziecka. Każdy mój podopieczny ma swoją teczkę, w której lądują spersonalizowane zadania. W ten sposób jestem przygotowana z zajęć na zajęcia, nie muszę codziennie martwić się, że czegoś nie zdążę zrobić i na ostatnią chwilę szukać materiałów. To daje mi duże poczucie bezpieczeństwa i kontrolę nad tym co robię.

Logopedia to dla mnie duże wyzwanie, nie tylko terapeutyczne, ale też organizacyjne. Kalendarz i stały grafik to moi najlepsi przyjaciele. Wydaje się, że nie mam czasu na nic więcej poza pracą? Mam, oczywiście że mam – wszystko to kwestia organizacji i ustalenia priorytetów. Zdarza mi się zarwać nockę pisząc zajmujący tekst na bloga czy robiąc zdjęcia do recenzji polecanych Wam książek, zdarza mi się zrezygnować z wyjścia ze znajomymi żeby dokończyć prezentację na zajęcia ze studentami czy odpuścić wieczorny basen na rzecz laminatora i drukarki, ale coraz częściej są to momenty, a nie rutyna i przymus. Długo uczyłam się organizować sobie czas w dobry sposób, tak by nie zapominać o sobie i swoich potrzebach, długo pracowałam nad sobą, by ustalić jasne zasady pracy i konsekwentnie je realizować, ale dziś wiem na pewno: było warto!

2 thoughts on “Tydzień z życia logopedy”

  1. Wioletta Sokołowska

    W październiku zaczęłam studia podyplomowe z logopedii i bardzo mi się podobają:) niedawno znalazłam Twojego bloga i czytam go z przyjemnością. Skorzystałam też z materiałów, przygotowujac się do egzaminu.

Skomentuj Wioletta Sokołowska Cancel Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Shopping Cart
Scroll to Top